czwartek, 28 czerwca 2012

Crème brûlée

   Kojarzy się zazwyczaj z wykwintnością, przynajmniej mi ;) A co za tym idzie, raczej z dużymi kosztami, jeśli chodzi o przygotowanie...  BŁĄD ! Wcale tak nie jest. Deser wcale nie jest bardzo drogi, lecz pracochłonny. Uczciwie was uprzedzam, że do wykonania go musicie mieć  palnik, ale warto, dla tego deseru... warto się trochę poświęcić, chociażby po to, aby go spróbować ! ;)
   Crème brûlée pochodzi z francji, lecz właściwie jego pochodzenie nie jest do końca ustalone. Po raz pierwszy, przepis ten został opublikowany w książce François Massialota w 1691 roku. Jego nazwa w tłumaczeniu na polski brzmi "przypalony krem".
   Kolejny przepis z tej strony KLIK :) 

Crème brûlée

Składniki:
○ 300 ml śmietanki kremówki (30 %)
○ kilka kropel aromatu/ ekstraktu waniliowego (ale lepiej 1 laska wanilii)  
○ 4 żółtka
○ 3 łyżki cukru
○ 4 łyżeczki cukru (po jednej na foremkę)

   Podgrzewamy śmietanę z aromatem/ laską wanilii (po podgrzaniu wyciągamy laskę wanilii). Żółtka ubijamy z cukrem na lekko białą masę (jak na kogel - mogel, ale przestajemy ubijać od razu, kiedy masa będzie robiła się lekko "biała"). Łączymy ze sobą dwie masy i miksujemy, do czasu, aż będzie jednolita. Nalewamy do foremek na Crème brûlée (lub innych, muszą być jednak żaroodporne) i wstawiamy na 45 min. do nagrzanego do 100°C piekarnika. Po upieczeniu studzimy, a potem wstawiamy na 2 - 3 godz. do lodówki. Następnie zeskrobujemy łyżeczką kożuch, który utworzy się na wierzchu (kożuch nie zawsze się tworzy), gdyż może się przypalić. Posypujemy cukrem i "przypalamy", tzn. karmelizujemy cukier na wierzchu. Nie możemy robić tego za długo, bo cukier się przypali.




Musicie też uważać, aby nie poparzyć się później gorącą foremką.



I gotowe, moim zdaniem najlepiej jest podawać ten deser od razu, ale można też wstawić go do lodówki.

                                                                       Smacznego, Zosia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie Nam bardzo miło, jeśli podzielisz się z Nami swoją opinią na temat bloga i jego zawartości. Równocześnie chciałybyśmy wiedzieć z kim rozmawiamy, dlatego prosimy anonimowych czytelników o podpis ;)